Menu Zamknij

Wewnętrzny krytyk

Kim jest mój wewnętrzny krytyk?

Wyobraź sobie, że debiutujesz na deskach teatru, to Twoje dziecięce marzenie, które właśnie się spełnia. Pomimo początkowego stresu, wszystko idzie dobrze. Czujesz pozytywny odbiór ze strony publiczności. Jesteś w swoim żywiole. Nic innego się nie liczy. Jest tylko tu i teraz. Są oklaski, kwiaty, łzy wzruszenia, chwila dla fotoreporterów. Wszystko wydaje się być tak jak sobie wymarzyłaś.

Wracasz do domu, siadasz w fotelu z kubkiem ulubionej herbaty, przypominasz sobie przeżyte niedawno chwile. Analizujesz. W pewnym momencie do Twojej głowy zaczynają dobijać się wątpliwości: a może powinnam była mówić wolniej, chyba za dużo gestykulowałam, na koniec przedstawienia zamiast się uśmiechnąć, wykrzywiłam twarz w dziwnym grymasie. I tak początkowe zadowolenie  z siebie ustępuje niepewności. Spektakl odgrywa się w Twojej głowie. Słyszysz kolejne podszepty – ten pan w trzecim rzędzie wyglądał na znudzonego i niezadowolonego, na pewno każdy zauważył, jak potknęłam się dwa razy, tylko się zbłaźniłam, nie nadaję się do tego , to koniec!

Najsurowszy ze wszystkich głosów świata – nasz wewnętrzny krytyk.

Kim on jest? Skąd się wziął? Dlaczego nam to robi?

Rozwijał się przez lata, najpierw słysząc komunikaty od naszych rodziców – uważaj, nie idź tam, zostaw to, ja Ci pomogę, potem pojawiały się oceny nas i naszego zachowania, wskazujące na niedociągnięcia, nieadekwatność, były też porady i zalecenia musisz, powinnaś.  Intencją tych przekazów było zapewnienie nam bezpieczeństwa, ochrona przed wstydem, porażką, wpasowaniem się w społeczeństwo, po to abyśmy byli lubiani i akceptowani.  

Tak było kiedyś. Tylko to kiedyś ma swój głos również i teraz.

To właśnie On mówi Ci, że nie warto odzywać się do osoby, która wpadła Ci w oko, bo na pewno się zbłaźnisz.

Również za Jego sprawą rezygnujesz z różnych pomysłów, które pojawiają się w Twojej głowie. To on twierdzi, że nie warto szukać lepszej pracy, albo  próbować  awansować, bo przecież to za wysokie progi dla Ciebie.

To on sprawia, że nie zabierasz głosu w dyskusji, bo na pewno inni wiedzą lepiej i niepotrzebnie się ośmieszysz.

Nawet teraz, w dorosłym życiu,  jest ktoś, kto ciągle stróżuje nam, aby było nam wygodnie, bezpiecznie, abyśmy nie próbowali, nie ponosili porażek, abyśmy się nie wyróżniali i wpasowali, by mieć gwarancję pełnej akceptacji. Nieujarzmiony monitoruje i dewaluuje każdy nasz krok, wpędzając nas w poczucie winy i wstydu, w konsekwencji również prowadzi do depresji i nałogów.

Pomysł by pozbyć się go zupełnie brzmi kusząco, ale z jednej strony to niemożliwe, a z drugiej nie warto. Taka wewnętrzna zdrowa autoanaliza, co poszło nie tak i co należy poprawić, przyczynia się do naszego rozwoju. To dzięki niemu nie pakujemy się w niebezpieczne sytuacje i potrafimy ocenić korzyści i straty.  Jest czymś w rodzaju wewnętrznego hamulca, który skłania nas do zatrzymania się i zastanowienia. Chociaż kojarzy się negatywnie, paradoksalnie powstał po to, by nas wspierać.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, byśmy nie oddali mu całkowitej kontroli nad sobą.  Należy dążyć do tego, by stał się naszym sprzymierzeńcem.

Od czego zacząć? Przede wszystkim poznaj swojego wewnętrznego krytyka, posłuchaj co mówi. Przez kilka dni zapisuj wszystko to, czym cię obdarowywuje. Kiedy już masz gotową listę, to przypisz do każdego zdania – kto jeszcze tak do Ciebie mówi,  kiedy to stało się dla Ciebie ważne. Pod głosem wewnętrznego krytyka zwykle kryją się opinie, oczekiwania naszych bliskich, społeczeństwa, dlatego obserwuj go z ciekawością, ale i dystansem.

I nie walcz z nim, ale też nie gódź się na wszystko co mówi. Jeżeli w głowie usłyszysz znajome “jestem taki głupi”, albo “niczego nie osiągnę” to spróbuj przypomnieć sobie te chwile, w których chciałeś się poddać, ale jednak udało Ci się dokończyć  podjęte już działanie.  Wypisz na kartce swoje pozytywne cechy, sukcesy, których jesteś autorem i zaglądaj do niej w chwilach zwątpienia. Jeżeli jest to dla Ciebie trudne zapytaj o to bliskich, na pewno usłyszysz od nich wiele wzmacniających słów na swój temat.

Gdy poczujesz, że nie poradzisz sobie w pojedynkę, nie bój się prosić o pomoc specjalistę .

Pomyśl sobie, że Twoje życie przypomina trochę spektakl w teatrze. Na niektóre rzeczy nie masz wpływu, ale to jak poradzisz sobie ze swoją rolą, zależy tylko od Ciebie.

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *