Menu Zamknij

O matko! Jak Ty w tym wyglądasz!

Widać dwóch mężczyzn. Jeden stoi na wprost, jest ubrany w stylu biznesowym, garnitur i żółty krawat. Ma skwaszoną minę, ponieważ drugi mężczyzna, który trzyma w ręku ogromną tubę krzyczy wprost do jego ucha słowa krytyki. Mężczyzna nie może sobie poradzić krytyką i poziomem hałasu.

Jakiś czas temu moja znajoma, nazwijmy ją Kasia, wybrała się do centrum handlowego w ramach akcji: Nie mam się w co ubrać. Po krótkiej chwili, no może dwóch 😉 wyszła z niego z miną zwycięzcy, ściskając w ręku torbę, a w niej sukienkę marzeń – idealna długość, wcięcie dokładnie tam, gdzie być powinno i w dodatku po promocyjnej cenie. Nazajutrz Katarzyna zaprezentowała swoją zdobycz wśród koleżanek z pracy. Zachwyt i niekończące się słowa podziwu. Kasia była wniebowzięta.
I na tym można, by zakończyć tę historię, gdyby nie jedna ze współpracownic, która powiedziała:

Naprawdę fajna kiecka, choć ja nie odważyłabym się wyjść w czymś, co tak bardzo podkreślałoby moje niedoskonałości. Szczególnie te fałdki na biodrach. No, ale Ty zawsze miałaś dystans do siebie.

I choć Kaśce wydawało się, że słowa koleżanki nie zrobiły na niej większego wrażenia, to jak mi zdradziła, jeszcze tego samego dnia sukienka zasiliła grono ciuchów z kategorii: Założę, gdy będę chudsza przynajmniej o 5 kilo.

Muszę przyznać, że skłoniło mnie to do pewnej refleksji: to niesamowite, jak jedna nieprzychylna opinia może wpłynąć na nasz nastrój i postrzeganie siebie. Odnoszę wrażenie, że nie ma znaczenia ile pozytywnych informacji usłyszymy na swój temat, to i tak ta negatywna będzie nam uwierać i uczepimy się jej, jakby była jedyną właściwą.

Sama wielokrotnie tego doświadczałam i choć do tej pory nie jestem obojętna na krytykę, to jednak coś się zmieniło.
Przede wszystkim czuję, że coraz lepiej idzie mi odsiewanie tzw. konstruktywnej krytyki od zwykłej złośliwości. Ostatnio moja mentorka zwróciła mi uwagę, że zbyt szybko mówię i żywo gestykuluję podczas przemawiania. Przełknęłam to i przyjęłam jej słowa, jako cenne informacje. Teraz wiem nad czym mam pracować, a mentorce należą się słowa podziękowania.

Konstruktywna krytyka, jeśli zechcesz może być zapalnikiem ku Twojej zmianie, rozwojowi.

Ale nie wyrażajmy zgody na obraźliwe sformułowania, one w zamierzeniu wcale nie przyczyniają się do naszego wzrostu, nie dodają nam skrzydeł, wręcz przeciwnie ich celem jest nam je podciąć i zrobić z nas nieloty. Reaguj – asertywnie, żartobliwie lub zupełnie zlekceważ.

Spontaniczne odparowywanie ataków może doprowadzić do wplątania się w błędne koło, więc weź głęboki oddech zanim przejdziesz do kontrofensywy. Czasami po zasłyszanej krytyce wystarczy spojrzeć prosto w oczy i rzec:  A to ciekawe, powiedz mi coś więcej. Taki zwrot zwykle wprawia drugą osobę w zdumienie, bo była przekonana, że będziecie się bronić. Ma to dodatkowy plus, gdyż jeśli była to uzasadniona krytyka, to macie wtedy okazję dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, co może umknęło waszej uwadze, a okaże się być wartościową uwagą.

Brak reakcji, to też reakcja. I powiem Wam w sekrecie, najczęściej irytuje naszego krytykanta. Moment, gdy poczujesz się dotknięty i nerwowo zareagujesz, to znak, że jego słowa odniosły oczekiwany cel. Jeśli masz dystans do siebie, obrócić całą sytuację w żart, kto wie, co z tego wyniknie 😉

Można te spojrzeć na to z drugiej strony. Pomyśl, jak musi się czuć w swojej skórze osoba, która wciąż robi innym nieprzyjemne aluzje. Stałe szukanie wad u innych często wynika z nieakceptowania samego siebie. 🙁

O czym jeszcze warto pamiętać?

Po pierwsze, że nie mam wpływu na to, co myślą o mnie inni. Jak to mawia moja mama: Wszystkim nie dogodzisz, nieważne jak bardzo będziesz się starać, zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał do Ciebie jakieś „ale” . Banalne? Być może, jednak to najstarsza z prawd. Więc może w takich chwilach warto myśleć o tych, którzy Cię wspierają, otaczać się i wchodzić w interakcje z życzliwymi Ci osobami.

Po drugie, nikt nie jest idealny. Znowu banał, ale znowu prawdziwy. Warto pozwalać sobie na błędy,  a wtedy łatwiej będzie nam przyjmować negatywne informacje na swój temat. I tu kłania się praca ze swoim wewnętrznym krytykiem, o czym pisałam we wcześniejszym artykule. Bo to wcale nie chodzi o to, żeby mieć sposób na naszego krytykanta, ale o nasze podejście do słów i opinii, które do nas docierają.

I jeszcze jedno, to co powtarzam do znudzenia – im bardziej będziesz cenić samą siebie i będziesz znać swoją wartość, tym trudniej będzie Cię zranić krytycznymi słowami.

Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *