Syndrom grzecznej dziewczynki

Kobieta z papilotami na głowie, chce być autentyczna, a nie zbyt posłuszna, zbyt mila. Syndrom grzecznej dziewczynki nie dla niej. Kobieta przyjęła postawę bojową

Czy zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć: „Może jestem za miła? Za bardzo się poświęcam? Za często stawiam czyjeś potrzeby ponad swoje?” Być może ktoś nawet zwrócił Ci na to uwagę, a Ty uśmiechnęłaś się, zbagatelizowałaś temat i poszłaś dalej. Tylko że w środku… coś zabolało. Czyżby to syndrom grzecznej dziewczynki?

Znasz ten moment?
Siedzisz przy stole w pracy albo w gronie znajomych. Ktoś rzuca komentarz – niby żart, niby nic wielkiego, a Ty od środka czujesz ukłucie. Wiesz, że te słowa wcale Ci nie pasują. Chciałabyś powiedzieć: „Hej, to nie w porządku” – ale zamiast tego uśmiechasz się i kiwasz głową. Jakby wszystko było dobrze. Albo gdy ktoś prosi Cię o przysługę, a Ty wiesz, że już nie masz ani chwili wolnego, że to zupełnie ponad Twoje siły. A jednak odpowiadasz: „Jasne, nie ma sprawy!”. I dodajesz kolejny kamień do swojego plecaka obowiązków.

Brzmi znajomo?

Właśnie tak najczęściej działa „bycie zbyt miłą”. Na zewnątrz – spokój, uśmiech, pogoda ducha. W środku – napięcie, złość, frustracja, a czasem smutek, że znów zgodziłaś się na coś wbrew sobie.

Syndrom grzecznej dziewczynki – jak to wygląda w codziennym życiu?

  • Trudność w odmawianiu. Kiedy ktoś pyta: „Zrobisz to dla mnie?” – w Twojej głowie od razu brzmi echo: „Powinnam pomóc, inaczej wyjdę na egoistkę”. I już wiesz, że znowu poświęcisz swój czas, chociaż bardzo tego nie chciałaś.
  • Ciągłe poczucie winy. Kiedy jednak zdobędziesz się na odwagę i powiesz „nie”, wtedy całymi godzinami analizujesz: „Czy nie zraniłam? Czy nie zawiodłam? Czy teraz pomyśli o mnie źle?”. I ten ciężar winy potrafi przytłoczyć bardziej niż samo „tak”.
  • Tolerowanie zachowań, które ranią. Ktoś robi uwagę, żart albo lekceważący gest. W środku aż się gotujesz. Ale z uśmiechem mówisz: „Nie, spoko, nic się nie stało”. A jednak coś się stało – bo Twoje granice właśnie zostały przekroczone.
  • Brak czasu dla siebie. Twój kalendarz pełen jest spotkań, przysług, telefonów. Każdy ma wstęp wolny do Twojej energii, a Ty coraz rzadziej znajdujesz chwilę na kawę w ciszy, spacer, książkę. Twoje potrzeby lądują na szarym końcu.

I tak, krok po kroku, łatwo poczuć, że Twoim życiem steruje ktoś inny. Że nie masz wpływu na to, dokąd zmierzasz – bo wszystkie decyzje podejmujesz z myślą, żeby nikogo nie zawieść, nikogo nie rozczarować, nikogo nie urazić.

Ale zastanów się chwilę…

Kiedy Ty ostatnio pomyślałaś: „Co tak naprawdę JA chcę?”
Kiedy Twoje „tak” było naprawdę Twoim „tak”, a nie wymuszonym uśmiechem?

Niestety, Twoja nadmierna uprzejmość może być odbierana przez innych jako słabość. Często osoby, które są zbyt miłe, stają się celem manipulacji. Inni mogą wykorzystywać Twoją dobroć, aby osiągnąć własne cele.

Skąd u mnie syndrom grzecznej dziewczynki


To pytanie zadaje sobie wiele kobiet – zwykle wtedy, gdy po raz kolejny zgodziły się zrobić coś wbrew sobie. Zamiast powiedzieć „nie, nie mam siły” albo „nie, to mi nie odpowiada”, z uśmiechem mówią „jasne, nie ma problemu”. A potem, w ciszy swojego domu, zastanawiają się:

„Dlaczego ja właściwie tak zrobiłam?”

Za postawą grzecznej dziewczynki często stoi głęboko zakorzenione pragnienie akceptacji. Potrzeba, żeby inni nas lubili, doceniali, żeby nie odrzucili. To właśnie ono sprawia, że wolimy przemilczeć, przytaknąć, ustąpić – nawet jeśli wewnątrz czujemy złość, smutek czy bezsilność.

W dzisiejszych czasach, choć nie stoimy już przed tak drastycznymi konsekwencjami wykluczenia, to jednak pragnienie bycia akceptowanym pozostaje silne. Może to prowadzić do sytuacji, w których zbytnio staramy się przypodobać innym, często kosztem własnego dobra i wartości.

Skąd się bierze syndrom grzecznej dziewczynki?

Dawno temu, w czasach, kiedy człowiek mógł przeżyć tylko w grupie, wykluczenie było zagrożeniem życia. Bycie zaakceptowanym oznaczało bezpieczeństwo, wsparcie i przetrwanie. Ten instynkt został w nas do dziś – tylko że teraz zamiast realnego zagrożenia śmiercią, boimy się samotności, odrzucenia, złej opinii.

Dlatego tak silnie staramy się przypodobać. Dlatego poświęcamy swój czas, energię i granice, byle tylko „należeć”, spełniać oczekiwania, zasłużyć na aprobatę.

A przecież świat się zmienił. Już nie musimy zgadzać się na wszystko, żeby przetrwać. Ale nasza potrzeba bycia akceptowaną nadal potrafi nami rządzić, prowadząc do sytuacji, w których rezygnujemy z siebie w imię tego, by nikogo nie rozczarować.

Czy ta akceptacja jest prawdziwa?

To bardzo ważne pytanie:

  • Czy naprawdę warto być „zawsze miłą”, czy warto mieć postawę grzecznej dziewczynki, jeśli okupujesz to zmęczeniem, rozdrażnieniem i poczuciem rezygnacji z własnych potrzeb?
  • Czy aprobata, którą w ten sposób zdobywasz, ma prawdziwą wartość? Przecież opiera się na tym, że jesteś kimś, kim wcale nie chcesz być.
  • Czy nie nadszedł moment, aby w końcu postawić siebie na pierwszym miejscu?

Syndrom grzecznej dziewczynki


Warto też pamiętać, że ten mechanizm często ma swoje korzenie w dzieciństwie. Wielu z nas mówiono, że „grzeczne dziewczynki nie sprawiają kłopotów”. I rzeczywiście – uśmiech, posłuszeństwo, bycie „miłą” przynosiły nagrody: pochwały, uznanie, poczucie, że jesteśmy „dobre”.

Tyle że teraz jesteś dorosła. Masz własne życie, własne potrzeby, własne pragnienia. I musisz zadać sobie pytanie:

Czy naprawdę chcesz dalej żyć tak, żeby inni Cię lubili – nawet jeśli robią to tylko dlatego, że naginasz się pod ich oczekiwania?
Czy nie czas zacząć cenić siebie za coś więcej niż tylko za to, że jesteś „zawsze miła”?


Prawdziwa akceptacja nie przychodzi wtedy, gdy poświęcamy się dla innych. Pojawia się dopiero wtedy, gdy mamy odwagę być autentyczne – z naszym „tak” i z naszym „nie”.

Co zrobić, jeśli jesteś zbyt miła


Być może czytając ten tekst, czujesz, że opisane sytuacje to Twoja codzienność. I pewnie zastanawiasz się: „No dobrze, ale co ja mogę z tym zrobić?”. Poniżej znajdziesz wskazówki i małe ćwiczenia, które pomogą Ci krok po kroku odzyskać siebie i swoje życie.

Zatrzymaj się i nazwij, co czujesz


Następnym razem, gdy ktoś poprosi Cię o pomoc albo powie coś, co Cię uwiera, spróbuj w pierwszej chwili nic nie robić. Zamiast od razu reagować uśmiechem, zatrzymaj się i zapytaj siebie:

  • „Jak ja się z tym czuję?”
  • „Czy naprawdę chcę to zrobić?”
  • „Co jest dla mnie dobre w tej sytuacji?”

Już samo uświadomienie sobie emocji to pierwszy krok do odzyskania kontroli.

Obserwuj własne ciało


Twoje ciało może dawać ci sygnały, kiedy coś jest nie tak. Jeśli czujesz napięcie, dyskomfort lub inne negatywne odczucia fizyczne w pewnych sytuacjach, może to być znak, że przekraczane są twoje granice. Pamiętaj, ciało nie kłamie.

Ustal własne granice


Zanim zaczniesz wyznaczać granice innym, musisz dokładnie wiedzieć, gdzie one leżą. Spędź trochę czasu na refleksji, aby zrozumieć, co jest dla ciebie akceptowalne, a co nie. Sporządź listę sytuacji, w których czujesz, że Twoje granice są naruszane. To pomoże Ci zrozumieć, gdzie musisz być bardziej asertywna.

Naucz się prostych odpowiedzi zamiast wstydliwych tłumaczeń

Granice nie muszą być brutalne ani raniące. Wystarczy krótkie zdanie:

  • „Dziękuję, ale nie mogę.”
  • „To dla mnie nie jest wygodne.”
  • „Potrzebuję się zastanowić, dam Ci znać później.”

Zacznij odmawiać w małych rzeczach


Odmawianie może być trudne, zwłaszcza jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajona. Zacznij od małych rzeczy, Zacznij odmawiać w małych sprawach. Gdy ktoś poprosi Cię o przysługę, która nie jest dla Ciebie wygodna, spróbuj powiedzieć „Nie, dziękuję” lub „Nie mogę w tym momencie”. Z czasem stanie się to łatwiejsze. Przed lustrem możesz ćwiczyć, jak wyrażać swoje myśli i uczucia. To pomoże Ci poczuć się pewniej, gdy przyjdzie czas na rzeczywistą rozmowę.

Zachowuj pewną postawę ciała


Twoje ciało mówi więcej niż słowa. Utrzymuj kontakt wzrokowy, prostą postawę i otwarte ramiona. To nie tylko sprawi, że będziesz wyglądać na bardziej asertywną, ale również pomoże Ci poczuć się pewniej.

Zadaj sobie szczere pytanie


Na koniec – to najważniejsze ćwiczenie:
 „Jak wyglądałoby moje życie, gdybym przestała być zbyt miła i zaczęła naprawdę być sobą?”

Szukaj wsparcia


Budowanie asertywności i poczucia własnej wartości to proces. Czasami wystarczy kilka małych kroków na co dzień, ale bywa i tak, że potrzebne jest głębsze wsparcie. I nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie, to oznaka siły i gotowości, by zadbać o siebie.

Możesz poszukać pomocy u psychologa, coacha albo dołączyć do grup, w których ludzie uczą się stawiania granic i wzmacniania pewności siebie. Bycie częścią takiej społeczności daje ogromne poczucie, że „nie jestem sama” i że inni naprawdę rozumieją, przez co przechodzę.

Na temat technik asertywnych, wspomagających przestrzeganie granic, można przeczytać w artykule: ABC asertywności, czyli jak komunikować swoje granice.

Jeśli czujesz, że to dobry moment, by popracować nad tym głębiej, zapraszam Cię do coachingowej współpracy ze mną. Razem odkryjemy, jak możesz odzyskać swoją moc, postawić jasne granice i żyć pełnią życia – w zgodzie ze sobą, bez rezygnowania z własnych wartości.

.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Ta strona korzysta z plików cookie, korzystając z niej zgadzasz się na ich wykorzystanie. Więcej informacji.